Wstawał piękny słoneczny dzień,początek wiosny,rozkwitały kwiaty.
powiał ciepły wiatr pomimo tego miał zimową czapkę i chustę słuchał piosenki Hi-Fi bandy ,,mieli być tu"
pierwsze promienie słońca oświetlały jego twarz,jego oczy gasły z każda sekunda
spoglądał w dół,widział ludzi chodzących pod nim,niczym szare mrówki,wszyscy tacy sami,szarzy i nijacy.
Obserwował ich,napawając sie swoimi ostatnimi chwilami życia.
Dochodziła godzina 7 rano...
powoli podchodził bliżej krawędzi,w końcu zaczynając na niej balansować.
We śnie widział anioła...pięknego,zapraszał go do siebie,mówił że jest pięknie.
Opowiadał o bezkresnej miłości,o tym jak jest cudownie,brak smutku...czyste szczęście
Wybiła godzina 7:00 zamykając oczy rozłożył ręce jakoby były skrzydłami i rzucił się w przepaść...
Przed oczami widział wszystkie chwile swojego życia,te dobre oraz złe które wolałby zapomnieć...
o 7:01 rozbił sie o ziemie,podczas autopsji wynikło że wszystkie jego kości zostały połamane,nie było szans aby przeżył,odszedł w czasie gdy jego znajomi jeszcze smacznie spali.
jedyną rzeczą było nagranie,które dzień wcześniej wstawił na fanpage,Nikt nie rozumiał go do końca..było zbyt zawiłe w treści,jednymi ze słów jakie tam zawarł było
,,nie potrafie już tak żyć przepraszam was przyjaciele
moje życie już przegrałem tego było za wiele
odchodze stąd z góry będe was obserwował
nigdy wiecej nie będe cierpiał...przed miłoscia nie bede sie chował"
odszedł...nie poznany,młody raper,Zabiła go miłość i same klęski w życiu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz